poniedziałek, grudnia 04, 2017

Ości zostały rzucone

Może co mniej uważnemu czytelnikowi prawie by nie podpadło... Znowu grudzień, niemal dokładnie dwa lata później... Próba reaktywacji bq, czas pokaże, na ile udana. Tak się jakoś złożyło, że... zupełnie przypadkowo... przeczytałam książkę (niezupełnie pierwszą od dwóch lat, ale od czegoś trzeba zacząć...) i znów jestem tutaj. Aż dziwnie... klimat jak u Zafóna... istne cmentarzysko zapomnianych książek. Kilka postów czekających na edycję. O dziwo ktoś tu od czasu do czasu zagląda, pewnie gubiąc się w html-owym labiryncie, bo moi wcześniejsi nieliczni choć wierni czytelnicy (w tym ci bliżej niezidentyfikowani zza oceanu) dawno poszukali sobie jakiejś aktualniejszej czytelniczej rozrywki, czego bynajmniej nie mam im za złe.
Grunt, że czytają.
Ciekawe, czy czytają też książki Ignacego Karpowicza?.. A jeśli tak, to Cud, czy Sońkę, czy może Ości, które je właśnie czytać skończyłam? Książki Karpowicza za każdym razem czyta się inaczej, jakby były zrodzone ze schizofrenicznego pisarskiego umysłu, nie przystając do siebie nawzajem. Może zresztą jest to ich największą zaletą. Te Ości strasznie są zresztą irytujące, tak w sensie dosłownym, ani ich przełknąć, ani wypluć do końca nie można. Strasznie uwiera recepta na szczęście poza uświęconym związkiem małżeńskim, co gorsza, przy obopólnej akceptacji, albo, za przeproszeniem, gej katolicki  (a niech to! Może to zresztą jakiś w ogóle niedopuszczalny w języku polskim związek frazeologiczny.) Albo jeszcze gorzej; intlektualna feministka w łóżku z facetem (niestety..., okazuje się, że naprawdę nikt nie jest idealny...) łysym, choć nie z wyboru, muskularnym, to już tak, macho. I kto, do jasnej cholery, może pozwolić sobie na opisywanie rozmów (sic!) dojrzałęj kobiety w pełni sił witalnych i nieco nadszarpniętych ale jednak stabilnych umysłowych z tchórzofretką?!? Ignacy Karpowicz, jak widać, może. Bez szwanku dla pisarskiej reputacji. I co ciekawsze, nie został, o ile mi wiadomo, ani ekstradowany, ani ekskomunikowany. Skandal. I bardzo dobra książka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz