poniedziałek, maja 02, 2011

Poniedziałek

Poniedziałek – obecnie dzień deprymujący jak każdy inny, co odbiera mu dawną mistykę najgorszego dnia tygodnia. Między śniadaniem a myciem zębów doczytałam Ildikó von Kürthy. Najlepsze w tym  wszystkim nazwisko. I rysunki. Czas zabrać się za jakąś konkretną lekturę.

1 komentarz:

  1. ....ten poniedziałek...
    Może skupiamy się nie na tym najważniejszym? Może to całe równouprawnienie nam nie służy? Po co nam praca, skoro mamy na chleb. Po co nam praca, która niesatysfakcjonuje, a dzięki której nie mamy czasu na dzieci, psa i kota? Pracować dla ubezpieczenia i emerytury, której może niedoczekamy...albo jej dla nas nie starczy. To nie jest wymiar metafizyczny, dlatego jest mało atrakcyjny do filozofowania. Pracuje się, bo tak.
    Językiem Marudy: jak ja nie cierpię tych ram!

    Najtrudniej jest dostrzec, że to co mamy mogłoby nas usatysfakcjonować i dać szczęście.

    OdpowiedzUsuń