Poniedziałek – obecnie dzień deprymujący jak każdy inny, co odbiera mu dawną mistykę najgorszego dnia tygodnia. Między śniadaniem a myciem zębów doczytałam
Ildikó von Kürthy. Najlepsze w tym wszystkim nazwisko. I rysunki. Czas zabrać się za jakąś konkretną lekturę.
....ten poniedziałek...
OdpowiedzUsuńMoże skupiamy się nie na tym najważniejszym? Może to całe równouprawnienie nam nie służy? Po co nam praca, skoro mamy na chleb. Po co nam praca, która niesatysfakcjonuje, a dzięki której nie mamy czasu na dzieci, psa i kota? Pracować dla ubezpieczenia i emerytury, której może niedoczekamy...albo jej dla nas nie starczy. To nie jest wymiar metafizyczny, dlatego jest mało atrakcyjny do filozofowania. Pracuje się, bo tak.
Językiem Marudy: jak ja nie cierpię tych ram!
Najtrudniej jest dostrzec, że to co mamy mogłoby nas usatysfakcjonować i dać szczęście.