środa, stycznia 10, 2018

O rodzinie bez podtekstów: thriller psychologiczny zwany potomstwem

10 Euro. Tyle gratyfikacji finansowej przyznawanej jest rokrocznie laureatowi najbardziej prestiżowej francuskiej nagrody literackiej Prix Goncourt. (Miłym dodatkiem do nagrody są: międzynarodowa sława, wstęp na salony literackie, a przede wszystkim najlepsze miejsca na księgarnianych półkach.) Za niespełna połowę tej kwoty kupić można dziś polskie tłumaczenie książki Chanson douce, za którą Leïla Slimani nagrodzona została rzeczonymi dziesięcioma euro w roku 2016. Z przeceny, bo w Polsce Kołysanka nie zdobyła szturmen list bestsellerów i być może jest to kwestią czasu, niefortunnego marketingu albo przejawem naturalnego mechanizmu obronnego polskiego czytelnika.

Niemowlę nie żyje. 
To zdanie otwiera książkę Slimani. I, aby nie było wątpliwości - umiera, choć nie bez walki, jeszcze jedno dziecko. Trywialnie można by powiedzieć, że od początku jest już posprzątane, gdyby nie ten straszny bałagan, woda rozchlapana w łazience i wszędzie pełno krwi (aż dziwne, że w małym dziecku tyle się jej mieści!) To nie spoiler, to fakt z pierwszej strony Kołysanki. Sama autorka nie chce pozostawiać złudzeń. Dalej nie będziemy już szukać odpowiedzi na to, CO się stało, tylko DLACZEGO? 
Dlaczego dwoje małych dzieci musi zginąć? - to pytanie na płaszczyźnie fabuły literackiej. Dlaczego Leïla Slimani podwójnie złamała tabu (zabójstwo małego dziecka), z którym nie radzą sobie nawet kryminały? Czy to jest cena  dziesięciu euro fundowanych w imieniu braci Goncourt? Ale w takim razie dlaczego właśnie ta książka stała się we Francji bestsellerem, nawet zanim uhonorowano jej autorkę, nota bene matkę dwójki dzieci?

Fabuła jak z serialu: zakochana para, ślub, wspólne ładnie urządzone mieszkanie w dobrej dzielnicy, stabilny status społeczny, który daje dobra praca, kariera. Życie względnie pięknych, względnie młodych i względnie bogatych. Do kolekcji brakuje tylko dzieci, a skoro nic nie stoi na przeszkodzie, to pojawiają się i one, jedno po drugim. Oczywiście jest i dziewczynka i chłopiec, dla dopełnienia impresji szczęścia. I nagle robi się w tym idealnym życiu za ciasno - archetyp odwiecznych wyborów pomiędzy byciem rodzicem a poczuciem niezależności, między domem a pracą, między stabilizacją a wolnością. Te wybory też wydają się dość przyziemne, zredukowane do twardej waluty, czasu pracy i godzin otwarcia przedszkola. A jednak Leïla Slimani uderzyła w nerw współczesnego społeczeństwa, które choruje na rozdwojenie jaźni, z jednej strony stawiając rozwój zawodowy na najwyższym piedestale, z drugiej propagując obraz rodziny jako największego ludzkiego dobra, żeby jednocześnie wpajać ci, że samospełnienie i autorozwój są jedynymi słusznymi racjami bytu jednostki.  Karmimy się tymi sprzecznymi informacjami zupełnie zatracając poczucie rzeczywistości, w której zawsze coś odbywa się kosztem czegoś innego, idealne scenariusze nie sprawdzają się, jak widać, nawet w książkach, a chyba tylko w serialach, których ramy czasowe rzeczywiście nie zmuszają do żadnych kompromisów. 

Adam i Mila wcale nie musieli zginąć. Było dość czasu i wyraźnych sygnałów, aby temu zapobiec. Zabrakło konsekwencji i decyzji. I najgorsze jest to, że tak po ludzku trudno tu kogokolwiek obwiniać. Wszyscy starali się robić swoje jak potrafią najlepiej. A że przy okazji uciekali od odpowiedzialności... Kto jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamieniem! Styl narracji Leïli Slimani jest zupełnie beznamiętny, jak sprawozdanie z meczu. 0:2 Przegrana. Zresztą to zupełnie zrozumiałe po przeanalizowaniu materiału. 

Podobno najlepiej uczymy się na własnych błędach. Czasem dobrze wyciągnąć wnioski z błędów innych. Mamusiu, cieszę się, że jeszcze żyjesz!..- powiedziała mi zupełnie niespodziewanie moja mała córeczka. Ja też się cieszę, że ty żyjesz... - odpowiadam i przez cały dzień zastanawiam się nad tymi słowami.

 Leïla Slimani z  nagrodzoną Chanson douce


1 komentarz:

  1. Zaintrygowało mnie pierwsze zdanie tej książki; kupię ją, jak tylko będę w Polsce.

    OdpowiedzUsuń