Wczoraj, w czwartkowych godzinach popołudniowych, czyli właśnie w chwili, kiedy poniedziałek zdaje się być zamierzchłą przeszością, natomiast piątek nadal beznadziejnie nieosiągalny, baterie wyczerpane, w pracy zajęć tyle, że w sumie nie ma sensu nawet czegokolwiek zaczynać a za oknem wiosna na całego...Krótko mówiąc: kiedy tydzień zdaje się ciągnąć w nieskończoność...podchodzi do mnie szefowa z pytaniem, czy wszystko u mnie dobrze bo jakąś taką mam niewyraźną minę. Odpowiadam, że i owszem wszystko ok, tylko właśnie w tym momencie odczuwam coś jakby lekką nieznośność bytu... i robię przy tym minę zupenie niewinną. Wrażenie musiało być porażające, bo szefowa przycupnęła na najbliższym krześle obrotowym, żeby w spokoju półgłosem ze trzy razy powtórzyć sobie tę lekką nieznośność bytu i ostatecznie dać za wygraną, że nie ma pojęcia o co mi chodzi. Pomyślałam, że nie ma co mówić o Kunderze ani o parafrazie. Właściwie to o nic - przyznałam a dziś, dzisiaj na to samo pytanie uśmiechnęłam się szeroko i zamiast parafrazy zdecydowałam się na plagiat z (musicalu) Mary Poppins
In every job it must be doneCóż, supercalifragilisticexpialidocious....
There is an element of fun
You find the fun and snap the job's game
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz