sobota, marca 03, 2012

Literatura przełomu czy przełom w literaturze.


W 2011 roku jedna z najbardziej prestiżowych nagród literartury niemieckojęzycznej, a więc nie niemieckiej (sic!): Deutscher Buchpreis przypadła w udziale Eugenowi Ruge za powieść In Zeiten des abnehmenden Lichtes. Ten fakt utwierdza w przekonaniu, że moda na literaturę przełomu wciąż trwa a Niemcy nadal szukają z utęsknieniem tego jedynego literackiego kompendium, w którym odzwierciedli sie cała kompleksowość problematyki społeczno-historycznej narosła wokół Muru Berlińskiego, podziału Niemiec i niemiej problematycznego ich zjednoczenia. Mnogość tytułów poświęconych tematyce najnowszej historii niemiecko-niemieckiej sprawiła, że już w latach 90-tych zaczęto mówić o Wendeliteratur (literatura przełomu), do obiegu trafiło uśpione od czasów kultowej powieści Döblina Berlin, Alexanderplatz pojęcie powieści berlińskiej Berliner Roman  oraz tzw. literatura NRD DDR-Literatur. Cała ta nomenklatura zamiast cokolwiek rozjaśnić rozmyła zupełnie znaczeniowe kontury. Trudno tu mówić o jakimś konkretnym gatunku z formalnego punktu widzenia choć zasadniczo dominuje powieść. Za to nikt nie jest w stanie określić, co właściwie czyni z książki w jakikolwiek sposób dotyczącej powojennych Niemiec literaturę przełomu. Czy jej akcja musi toczyć się w Berlinie, skoro równie dobrze można pisać literaturę przełomu z perspektywy prowincji, co udowodnił Ingo Schulze chociażby w powieści Neue Leben. Czy twórcą musi być Niemiec z doświadczeniem (piętnem?) Enerdowca niczym (w tym roku zresztą zmarła) Christa Wolf? Czy w centrum wydarzeń stać musi ten dość zaskakujący w swoim przebiegu 9. listopada (nota bene data boleśnie pamiętna w niemieckiej historii) roku 1989? Sven Regener w powieści Pan Lehmann uznawanej za klasykę literatury przełomu poświęcił wydarzeniom tej nocy jakieś ostatnie półtorej strony swojej książki, podczas kiedy jego bohater przysypiał nad kolejnym piwem w knajpie na Kreuzbergu. Czy w takim razie w wypadku Wendeliteratur mowa musi być o czasach sprzed lub wręcz po? Kolejne bestsellery literatury przełomu jedynie oddalają od jakiegokolwiek konsensu. Także stylistyka narracyjna rozciąga się od sentymentalnnego enerdowskiego Weltschmerzu po obsceniczną kpinę (tu sztandarowy przykład Helden wie wir Thomasa Brussiga). Wśród autorów literatury przełomu wymienia się jednym tchem Jensa Sparschuha, Judith Hermann, Wolfganga Hilbiga, Michaela Schindhelma, Monikę Maron a ostatnio Eugena Ruge właśnie.
Co nowego napisać mógł Eugen Ruge w powieści In Zeiten des abnehmenden Lichts w ponad dwie dekady po zjednoczeniu Niemiec, co wyróżnia go na tle poprzedników?

Kto wie, może to właśnie upływ czasu, który wzbogacił narrację o bohatera kolejnego pokolenia jest największym atutem książki. Trudno mówić tutaj o rodzinnej sadze, ale jednak to życie czterech pokoleń niemieckiej rodziny a wraz z nim powojennne kulisy historii niemieckiej są tematem książki Eugena Ruge. Paradoksalnie w niechronologicznej narracji zawiera się przekaz o tym, jak bardzo historia rzutuje na kolejność losów bohaterów, na pewną przewidywalną schematyczność ich życiorysów. Autor, przejmując narracyjny punkt widzenia poszczególnych postaci udowadnia nam, że postępowanie każdej z nich legitymuje się czasami, w jakich przyszło im podejmować decyzje, żyć niezupełnie własne życie. Zastanawiające, że ostatecznie każdy z tych zupełnie odmiennych charakterów, życiowych wyborów wywołuje pewną sympatię lub przynajmniej zrozumienie.

I chyba właśnie to zdecentralizowane spojrzenie na powojenne niemieckie społeczeństwo jest czymś wzbogacającym dotychczasową Wendeliteratur. Eugen Ruge potrafi wręcz w dwóch zdaniach zawrzeć problematykę niemieckiej historii XX.wieku:
Tatsächlich hatten Charlotte und Wilhelm ja alles zusammen mit dem Haus übernommen (genauer gesagt: alles, was nach den sowjetischen Offizieren, die hier eine Zeitlang gehaust hatten, noch übrig geblieben war). Nur das Essbesteck mit dem winzigen Hakenkreuz, das hinter den Initialien eingraviert war, hatten sie aussortiert, was letzlich dazu führte, dass man seine Torte hier von Nazi-Tellern löffelte – aber mit Besteck aus volkseigener Produktion.

Zdaje się, że o wiele ważniejsza próba syntezy przedsięwzięta przez autora dotyczy postaci, kolejnych generacji rodziny, która nie stanowi jednak rzeczywistej wspólnoty. Praktycznie każdy z bohaterów powieści Eugena Ruge cierpi na syndrom wykluczonego poza nawias, i to poczucie wyobcowania przybiera najrozmaitsze formy jednak ma ciągle jeden i ten sam fatalny efekt: przekonanie o osamotnieniu, niezrozumieniu przez innych. Ciekawe, że myśl ta sformułowana zostaje dopiero na końcowych stronach książki przez Markusa, najmłodsze pokolenie rodziny Umnitzer… w nigdy nie napisanym liście do kobiety, którą porzucił.

Podtytuł In Zeiten des abnehmenden Lichts to Roman einer Familie. I tutaj można długo dyskutować o funkcji stylistycznej i znaczeniowej niemieckiego rodzajnika nieokreślonego. Z perspektywy lektury to  jednak jakiś symbolizm niż jednostkowość. Cóż, zadanie pozostawione zostaje tłumaczowi a ja zmykam na kolację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz