I znów wielka radość hurra hurra!! Kolejna część sagi George'a Martina leży na wyciągnięcie ręki na półkach księgarni (tym razem w L...gu). A po kilku dniach głód uzależnionego: Jak to? W końcu tych marnych 535 stron to zaledwie jedna trzecia oryginalnego tomu. A poza tym to wszystko nie tak jak miało być... Pisarskie pióro wiedzione chyba najniższymi pobudkami uśmierca bohaterów, z którymi niczego nie przeczuwąjący czytelnik wiązał wielkie nadzieje, snuł plany na następne dwa tomy... Jak to pięknie kiedy akcja lektury rozwija się w zupełnie przewidywalny sposób. Niestety u Martina nie ma co liczyć na podobne sentymenty.
A coś mi mówi, że najgorsze jescze przed nami, więc chcąc - nie chcąc trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać na kolejny tom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz