Niby data jak każda inna, a jednak człowiek pamięta ten dzień sprzed dziesięciu lat jakoś dokładniej, niż inne. Ja wtedy byłam u D.,ze świeżo wyrobionym dowodem osobistym jako przepustką w dorosłość.właściwie o tzw. życiu nie wiedziałam nic (Idę o zakład, że za dziesięć lat powiem o sobie obecnej to samo!). O tym, ze niebawem wymknie się ono poza granice rodzinnych stron a potem nawet te państwowe, że kilka lat później do takiego wymykania się i powracania nie trzeba będzie nawet paszportu, ze XXI wiek bedzie nadal wiekiem wojen, że terroryzm także pomyślnie się zglobalizuje, że za dziesięć lat zjednoczona Europa bedzie przeżywała swoj może i najwiekszy kryzys.
Żegnam się z tym dziesięcioleciem i żegnam się z tygodniem. Jutro poniedziałek i oby bez mistycznych komplikacji. Wszystko to w dużej mierze zależeć bedzie pewnie od humoru mojej szefowej, więc pewności nie ma. Ale weekendu starczyło na wypoczynek, ten psychiczny i fizyczny. Piękne dwa dni lata, może ostatni taki weekend, choć po cichu mam nadzieję, że kolejny nie będzie gorszy.
Wczoraj przeżyłam wielkie rozczarowanie po „Midnight in Paris”. Trudno uwierzyć, że ten sam człowiek jest twórcą „Manhattanu”. Może Amerykanin po prostu nie potrafi zrobić nieamerykańskiego filmu o Europie… Za to dziś udało mi się namówić A. na „Dogville” i ponownie dziwię się nad prawdą o człowieku, ktorą ten film ukazuje. Jacy jesteśmy słabi, jacy ulegli wpływom i jak niesłusznie przekonani, ze dobro i zło to wartości niezmienne i zupełnie od siebie oddzielne. A. stwierdził, ze Grace to taki Jezus XX wieku, ktory ukrzyżowany jeszcze raz zmienił zdanie i za pomocą swego wszechmocnego ojca zniszczył ludzkość, nie dlatego, ze potraktowała podle jego, ale aby zapobiec ponowieniu sie historii. Ciekawe to spostrzeżenie, ja zawsze widzę w tym filmie bardzo trafnie ukazany proces stopniowego usuwania jednostki poza nawias społeczny, odbierania jej praw i wreszcie godności, odbierania człowiekowi człowieczeństwa i legitymizacji tego stanu. I widzę Trierową odpowiedź na pytanie, czy cierpienie człowieka uszlachetnia.
Ciekawe jak to będzie z nowymi okularami… Następna inwestycja to jakieś normalne żarówki. Oszczędność energii ważna sprawa, ale nie mam w planach nauki pisma Braille’a. A czytam właśnie Ziele na kraterze Melchiora Wańkowicza i tak wcale mi się z tym czytaniem nie spieszy, niech sobie trwa bez końca ta lektura pisana piekną i niestety gdzieś zagubioną polszczyzną. Taka mądra i dobra jest ta lektura, wspaniale ponadczasowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz