środa, marca 14, 2018

Mariusz Szczygieł jest kobietą!

... choć może w sensie niedosłownym, a jednak jego niepozorny Kaprysik to brawurowy literacki coming out roku minionego w Polsce. Damskie historie, więc książka o kobietach, czyli tak zwana literatura kobieca?... Czyli, że żaden szanujący się facet po nią nie sięgnie, a szanująca się kobieta to najwyżej w tajemnicy przeczyta? Mam na bakier z tym nazewnictwem, które zamiast dowartościowywać pierwiastek żeński, szufladkuje. A jeśli autor, więc z założenia mężczyzna, para się kobiecymi tematami, może z tego wyniknąć wszystko. U Szczygła wyniknęło jak zwykle coś godnego uwagi i chyba z czystej genderowej przekory ta różowa okładka, w końcu tekst powinien obronić się sam.
Ósmomarcowe kwiatuszki dogorywają w wazonach, codzienność podąża wytartym (głównie przez męską część naszego gatunku) szlakiem i na kolejny rok można zapomnieć o kobietach, tak, jak zapomina się o Dniu Walki z Rasizmem i Dniu Liczby Pi (który obchodzimy właśnie dziś), bo to w końcu takie samo święto, czyli stan wyjątkowy. Podczas kiedy liczbę Pi podobno należy celebrować chodząc w kółko i zjadając okrągłe ciastka, kobiecie tego jednego dnia w roku należy się kwiat cięty  jako wyraz uznania faktu, że żyje, choć nie jest mężczyzną.

Mariusz Szczygieł chyba postanowił oddać to zdziwienie, tą odmienność i zamiast dowcipem, ironią czy ignoranctwem posłużył się inteligencją bacznego obserwatora, ciekawością człowieka zdolnego usłyszeć i zobaczyć. Pisząc tak subtelnie i mądrze o kobietach zupełnie odmiennych, nie popada w banał. Wrażliwość godna kobiety. Czytałam i czułam,  że rozpiera mnie nieuzasadniona duma, wynikająca tylko z faktu bycia jedną z nich, bohaterek własnych żyć.
Zastanawiam się, czy to j e s z c z e  są reportaże, forma, którą autor Szczygieł opanował do perfekcji. Z pewnością jest w tych historiach jakaś głęboka wrażliwość i pochwała intymnej codzienności. Mariusz Szczygieł, tym razem jako redaktor, w ramach pewnego wywiadu próbował się w typologii polskiego reportażu,  podkreślając przy tym jego portretującą wartość: To wielka sztuka napisać taki spokojny, pozytywny tekst, który nie znudzi czytelnika. (culture.pl). Zdaje się, że jeszcze większą sztuką jest napisać po ludzku o kobietach. I to nie od święta.




Mój własny Kaprysik









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz