piątek, kwietnia 04, 2014

O rodzinie bez podtekstów: Ojciec


No właśnie - nie żaden papa, czy tata, tylko ojciec. Słowo ciężkie znaczeniem. Nie bez związku z szeroko pojętą spuścizną, tą fizyczną i mentalną, pewnie cokolwiek ważniejszą: ojcowizną, ojczyzną. O tym, że nie sposób się od tych wielkich słów uwolnić nawet zrywając stosunki z samym ojcem napisał w swojej książce Miljenko Jergović. Czytałam i z każdą stroną dochodziło do mnie, jak blade pojęcie mam o bałkańskiej historii, o tym jak wybebeszył mieszkańców byłej Jugosławii wiek XX. Konflikty na tle wyznaniowo-etnicznym, które odbijają się czkawką niezrozumienia regularnie po dzień dzisiejszy... Dla nas "z zewnątrz" to zaledwie kilka haseł encyklopedycznych... Sarajewo, ustasze, Srebrnica, czetnicy... A tamtejsza historia to ideologie i relige w stałym stanie wojny - bośniacki muzułmanizm, chorwacki katolicyzm, serbski nacjonalizm, faszyzm jednych i drugich. Niby za miedzą, a jednak tak obcy mentalnie świat Bałkan. Kocioł, bo rzeczywiście wszystko tu kipi pomieszane z poplątanym, dlatego tłumacz Jergovicia co rusz próbuje przybliżyć polskiemu czytelnikowi kontekst historyczno-społeczny, w który wpisana została osobista historia pisarza. Niestety, bez tych kulisów jego życiorys jest zupełnie niezrozumiały, wręcz nierealny. 

Miljenko Jergović rozprawiając się z ojcem musi rozliczyć się z przeszłością w Sarajewie, z byciem Serbem i staniem się Chorwatem. Właściwie jego ojciec w perspektywie tych rozrachunków nie jest człowiekiem, choć wykonuje szlachetny zawód lekarza i ma mniej lub bardziej konkretną fizyczną postać, ale bliżej mu do jakiegoś ideologicznego fatum, które spadło na osobę syna.

Do mojego ojca [...] należy moja przyszłość, a do mnie należy jego przeszłość.

Pisarz w swoim ambiwalentnym stosunku do ojca nie jest z pewnością jedyny, jest jednak mimo wszystko osamotniony. Ojciec to taka niesamowita mieszanka  poczucia obcości wobec kogoś, kto w sensie fizycznym jest nam najbliższy i odkrywania w sobie wraz z upływem czasu podobieństw, wspólnych cech charakteru, które niegdyś zdawły się tylko dzielić i oddalać. Dodatkowo ojciec, a uogólniając, rodzina jest nośnikiem wyznania, tożsamości narodowo-etnicznej, statusu społecznego, tradycji i światopoglądu, który przez chorwackiego (głównie z wyboru, ale jednak także trochę na siłę, bo bez chrztu się nie obyło) pisarza poddawany jest ciągłej rewizji, podczas gdy dla większości z nas to właśnie te parametry określają ramy tożsamości.

Zastanawiam się, czy w jakimkolwiek innym zakątku Europy ojcowizna dzisiaj jest tak ciężkim życiowym bagażem, a zwykły fakt przyjścia na świat pełen ideologicznych skutków ubocznych. Być może nie, a może Jergović nie chce milczeć o tym, o czym pokolenia Niemców, Polaków, Rosjan, Francuzów itd. urodzonych po wielkiej wojnie wolą zapomnieć, mianowicie o tym, że ich rodziny były nolens volens uwikłane w wielką politykę, wielkie tragedie i wielkie życiowe wybory.

Być może Jergoviciowi uda się znaleźć spokój ducha, pozwolić odejść przeszłości w niepamięć, zrobić miejsce temu co dzieje się tu i teraz. 
Może ojciec naszych czasów straci na swoim ideologiczno-politycznym znaczeniu, stanie się zupełnie fizycznym rodzicem. Takim, do którego trochę nam bliżej.
Może.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz