Powoli odkrywam dla siebie literaturę Skandynawii. Bez specjalnego planu, raczej na wyrywki, co ciekawego wpadnie mi w ręce, chętnie z księgarnianych wyprzedaży, żeby nie nadwyrężać i tak już nadszarpniętego domowego budżetu. Właśnie tak spontanicznie trafiłam na opowiadania Askildsena, świętowanego jako norweskiego mistrza krótkich utworów prozą. Poraził mnie jego styl, literacki warsztat ascety. Bo rzeczywiście opowiadania są krótkie, oszczędne w treści za to niesamowicie bogate w domysły i niedopowiedzenia. Rzeczywiście atmosfera utworów Askildsena przywodzi na myśl czas przed burzą - zresztą sam autor chętnie wykorzystuje ten motyw jako narracyjne tło - stan napięcia, który lada chwila musi się skończyć, bo jest wprost nie do wytrzymania. Przynajmniej tak by się zdawało, bo opowiadania Norwega nie kończą się jak w naturze, deszczem i wyładowaniem atmosferycznym, takim zdrowym katharsis. Tak naprawdę nie ma u Askildsena konfrontacji, za to jest wymijanie i wielka samotność, granicząca ze śmiercią i może dlatego autor tak chętnie posiłkuje się motywem postaci starszego człowieka, któremu także fizycznie życie i reszta świata stają się coraz bardziej obce i nieosiągalne. Być może najwięcej pisze Askildsen o relacjach między kobietą a mężczyzną, o wszystkim tym, co dzieli płci, o związkach, które oddalają, o byciu obcym w gronie najbliższych. Ciekawe, że kiedyś, na początku literackiej kariery Kjella Askildsena, jego teksty okrzyknięto pornograficznymi i długo trwało, zanim przestało mówić się o nim, jako o pisarzu skandalizującym. Ponoć nawet własny ojciec miał spalić jego pierwszą książkę, choć to mnie akurat nie dziwi, bo porażka ojcowstwa i brak porozumienia między pokoleniami to również ważne tematy u Askildsena.
Być może dzięki niemu Norwedzy musieli stawić czoła temu co nieuświadomione, a przynajmniej niewypowiedziane, przy czym Askildsen sam jest bardzo norweski w swojej formie wyrazu - to co istotne nie zostało przez niego wcale napisane i tylko staje się w głowie czytelnika. I w mojej dzieje się teraz i dzieje...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz