niedziela, stycznia 06, 2013

Klucz do Drzwi Magdy Szabó

O Magdzie Szabó była już na bq mowa, a pewnie będzie i nie raz jeszcze, ponieważ sama chętnie wracam do pisarstwa tej niekwestionowanej wielkości węgierskiej literatury, która godnie stawia czoła swoim będącym w przytłaczającej większości męskim kolegom po fachu. Pamiętam, jak w czasach studenckich lektorka j. węgierskiego wmuszała w nas po odcinku adaptację filmową Staromodnej historii. Na szczęście nie zdołała przynajmniej mnie zniechęcić do pisarstwa Szabó. Myślę, że życie byłoby o wiele uboższe bez lektury Drzwi tej węgierskiej autorki. Po troszę to ta zimowa aura, trochę gawędziarski ton opowiadania - to znów przez kunsztowne narracyjne pasaże zastępujące z powodzeniem dialogi - i z pewnością same losy Emerenc opisane w powieści składają się w baśniowy splot. Wszystko tu jest jakieś zaczarowane, sama Emerenc do końca nieodgadnioną zagadką, podobnie jak jej królestwo za zamkniętymi drzwiami. A może  rozwój wydarzeń bardziej niż baśń przywołuje na myśl antyczne fatum, tragiczny konflikt, w którym miota się nasza narratorka. Ponieważ każdy z wyborów, przed którym zostaje postawiona, będzie bez względu na decyzję niesłuszny. Ciekawe, jak Magda Szabó stworzyła postać uwydatniającą wielowarstwowość człowieczeństwa - z jednej strony jako wspólnej cechy gatunku myślącego, zachowującego się w pewien określony sposób, stosującego do powszechnych schematów, z drugiej zaś człowieczeństwa jednostki, jego intymnej utkanej z przeszłości, niepowtarzalnych doświadczeń i subjektywnego ujęcia rzeczywistości warstwy, która otacza i chroni człowieka niczym skóra, do tego nadając mu pewien kształt - osobowość. Tragizm losu Emerenc polega właśnie na rozdzielności tych dwóch aspektów jej człowieczeństwa, tragizm wyboru jej pani (a jednocześnie jednak podopiecznej) na tym, że próbowała ocalić to co indywidualne pozwalając na utratę społecznie akceptowalnego wymiaru człowieczeństwa Emerenc.
Szabó ma nade mną władzę czarownicy, a ja tak chętnie się jej poddaję, byle by tylko móc zajrzeć przez zamknięte drzwi, bo przecież kto inny, jak nie ona potrafi je przed czytelnikiem otworzyć. Taki węgierski sezam...

Ps. Jeden z najpopularniejszych węgierskich reżyserów; István Szábó (zbieżność nazwisk przypadkowa, aczkolwiek przy równie popularnym nazwisku praktycznie na dłuższą metę nieunikniona) nakręcił w 2011 roku na podstawie Drzwi film z Martiną Gedeck w jednej z ról głównych. Myślę, że całkiem udany, więc jeśli kto ma ochotę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz