czwartek, stycznia 17, 2013

Do lata, do lata...

Zima to w powszechnym mniemaniu najlepsza pora na czytanie. Zdaje się, że z braku konkurencji. Ja myślę sobie, jak to by było miło... późne leniwe lato w cieniu własnego ogrodu z książką w hamaku... Tymczasem do własnego ogrodu równie daleko jak do samego lata, najbardziej pożądanymi miejscami w domu są te w bliskości kaloryferów a i coś do frapującej lektury nie mam nosa tzn. obczytuję się w poradnikach, jak nigdy do tej pory, a że z poradnikami to różnie bywa, więc przemilczę, A. wprawia się w czytaniu na głos, więc słucham jego ulubionych historii z dzieciństwa o smoku z handicapem bo zaledwie jednogłowym, ja zaś doczytałam zbiór opowiadań Jacka Dehnela Rynek w Smyrnie  i jedyna konkluzja to potrzeba słońca, wyjazdu w ciepłe kraje - urlopu nie tylko czytelniczego mi trzeba od tej zimy!

Wspomnienie: Może jeszcze nie letnie, ale zupełnie już wiosenne czytanie w plenerze 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz