poniedziałek, grudnia 17, 2018

Skąd przyszliśmy, dokąd zmierzamy i co po nas pozostaje: Donna Tartt i Yuval Noah Harari

Być może to trzy najistotniejsze pytania, jakie można postawić sobie w życiu. Być może trzeba to zrobić, niczym życiowy rachunek sumienia, najlepiej zanim wiek i fizyczna ułomność odrą nas z pełni świadomości. Być może, wbrew pozorom, nie są to pytania bez odpowiedzi.

Jeśli miałabym ogłosić mój prywatny ranking najważniejszych lektur roku bieżącego, a zdaje się, że nadszedł już czas na wszelkie podsumowania, na pierwszym miejscu znalazłyby się ex aequo w kategorii beletrystyki Szczygieł Donny Tartt oraz tytuł popularnonaukowy: Sapiens. Od zwierząt do bogów (jak i jego kontynuacja Homo Deus, ale o tym szerzej już w 2019 roku. ) autorstwa Yuvala Noah Harari'ego. Są to książki, które wstrząsnęły moją świadomością bycia człowiekiem.

Wbrew pozorom wydawniczy sukces nowojorskiej pisarki oraz jerozolimskiego wykładowcy historyka łączy wspólny mianownik: niesamowicie uniwersalny obraz ludzkiego losu, naszej motywacji i życiowych celi. Obydwoje dają błyskotliwy ogląd istoty człowieczeństwa.

Harari jest mistrzem syntezy poprzez wieki i dziedziny naukowe, przez warstwy społeczne i grupy etniczne. Składa puzzle historii, biologii, nauki i sztuki, łączy to co minione z tym, co napędza nasz byt dziś. Fenomenem Harari'ego jest to, że umiejętnie przekuwa liczby, fakty i wszystko to, co czysto fizyczne na wykładnik niematerialny. Będąc naukowcem snuje rozważania na temat poczucia szczęścia, ludzkiej duszy czy wiary nie tracąc wiarygodności i nie stając się po prostu śmiesznym. I, co może najistotniejsze, Harari nie ocenia, nie zajmuje żadnego stanowiska z punktu widzenia moralnego. Jego synteza ludzkości dokonana została poza kategoriami dobra i zła, pokazując jednocześnie niesamowity rozdźwięk między losem jednostki a całej ludzkości. Harari definiuje z chirurgiczną precyzją etapy rozwoju homo sapiens, wyjaśnia jego emancypację na tle innych gatunków, które dziś uważamy za tzw. zwierzęta, udowadnia trzy najważniejsze umiejętności ludzkie, dzięki którym stworzyliśmy cywilizacje (a tak naprawdę: cywilizację) i pokazuje, że w gruncie rzeczy dążymy do ununifikacji, totalnego uniwersalizmu i bycia członkami wielkiej wyobrażonej wspólnoty za cenę indywidualizmu. Wizja apokaliptyczna? Harari nie jest w swoich rozważaniach pesymistą, jednak raczej dość beznamiętnym analitykiem, co nie znaczy, że jego książki nie mogą szokować. W końcu są całą prawdą o każdym z nas. Uwaga! Po tej lekturze nic już nie będzie takie jak dawniej, na każdym kroku czeka konfrontacja z abstrakcyjnością konstruktu dnia powszedniego: pracy, statusu społecznego, zawartości portfela, wyświetlacza zegara. Wszystko jest jedną wielką grą według setek tysięcy misternie ułożonych reguł. I jest nas ponad 7,5 miliarda mniej lub bardziej zaangażowanych graczy akceptujących te reguły. Nasz własny matrix.

Już sam Szczygieł Donny Tartt dorównuje objętością Sapiensowi i Homo Deus łącznie. Przez pierwszych 800 stron (sic!) lektury, nieudolnie staram się wyłączyć filtr spanikowanej matki, dla której losy głównego bohatera, osieroconego i straumatyzowanego chłopca Theo są kwintesencją najczarniejszych scenariuszy rodzinnych, koszmarów z serii, co może się mojemu własnemu dziecku strasznego w życiu przytrafić, przed czym nie będę go mogła uchronić. Tak też można czytać Szczygła: jako ponad tysiącstronnicowe preludium wykolejenia, tzw. zmarnowanego życia, zamiast szczęśliwej rodziny, mieszkania w dobrej dzielnicy i kariery a la korpo. Czyli zamiast szczęśliwej egzystencji, ujmując sprawę bardziej oględnie. Tym bardziej bolesne jest doświadczenie klęski, że naszemu małemu chłopcu, a z czasem dorosłemu mężczyźnie mimo stwarzania pozorów i mimo szczerych chęci nie udaje osiągnąć się.... czego właściwie? Skoro nasza rzeczywistość jest w zasadzie globalnym status quo wyobraźni większości a doznanie szczęścia namacalnie rzecz biorąc kwestią odpowiedniego poziomu serotoniny, dopaminy i oksytocyny, czyli rozgrywa się na poziomie biochemii (patrz i czytaj: Yuval Noah Harari). Olśnienie wg. Donny Tartt zawiera się na zaledwie kilku ostatnich stronnicach jej opus magnum: Nasze życie jest wypadkową zbiegów okoliczności i świata zewnętrznego. Nie, tak naprawdę nie mamy większego wpływu na to, kim i w jaki sposób się staliśmy, a walka z pewnymi skłonnościami tylku uświadamia nam człowieczą ułomność ale... jest coś w naszym ludzkim życiu, co pozwala nam mimo wszystko doświadczyć szczęścia i nie poddać się nihilizmowi. To coś autorka Tartt konkretyzuje w cytacie otwierającym piąty rozdział historii Theo:

Posiadamy sztukę, aby nie zniszczyła nas prawda.*
(Wir haben die Kunst, damit wir nicht an der Wahrheit zu Grunde gehen.)


Zatem Friedrich Nietzsche.
Ten sam, który uśmiercił boga. Wybór Tartt nie jest bynajmniej przypadkowy. Przekaz jej książki właśnie taki: To sztuka, czy może inaczej, doznanie piękna, nawet jeśli w dość indywidualnym wymiarze nadaje sens naszemu bytowi, jest być może jedynym śladem istnienia jednostki i wyrazem ludzkiej alienacji, nazwijmy ją wyjątkowością, wśród wszystkich znanych nam istnień. Nomen omen także w rozmyślaniach Harari´ego  o poczuciu szczęścia i sensu życia znalazło się odwołanie do Nietzschego (Kto ma "po co" żyć, zniesie każde "jak".)

Krótko po przeczytaniu Szczygła wybrałam się do Wiednia na światowego rozmachu wystawę dzieł P. Bruegel`a starszego (taki zbieg okoliczności, jakich wiele, igrających z ludzkim rozumem i wyobraźnią). I kiedy już wyzbyłam się irracjonalnego strachu przed zamachem terrorystycznym, którą to okoliczność również zawdzięczam pisarskiemu kunsztowi autorki Tartt, zatraciłam się zupełnie w obrazach i rycinach, które tak dobrze znam od najmłodszych lat z książek i albumów o malarstwie niderlandzkim. Przez ułamek chwili doznałam równie bolesnego oświecenia, które stało się udziałem bohatera Szczygła:

[...] naszło mnie mdłe poczucie, jakby moje własne życie w porównaniu z tym było bezcelową, ulotną wiązką energii, krótkotrwałym zwarciem biologicznej elektryczności, równie obojętnym, jak rozbłysk latarni ulicznych, mijanych w zawrotnym tempie.*

Obrazy, które powstały prawie pół tysiąca lat temu do dzisiaj hipnotyzują kolorem, formą. Twarze i gesty mówiące z przeszłości, wciąż zrozumiałe, poruszające w nas odbiorcach elementarną strunę. W końcu prawdziwa sztuka ma nad nami nieocenioną przewagę (daje do zrozumienia Donna Tartt): Jest nieśmiertelna.

Na razie - dodałby zapewne Yuval Noah Harari...


Szczygieł, obraz C. Fabritiusa, muza i motyw przewodni
 powieści Donny Tartt o tym samym tytule.




Fascynująca podróż do przeszłości i przyszłości naszego gatunku.




Pieter Bruegel, Dulle Griet, 1563





*tłumaczenia własne z języka niemieckiego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz