Dookoła wszystko jakby zamarło, ograniczyło swoje czynności życiowe do niezbędnego minimum, co przy obecnych warunkach atmosferycznych jest jedyną szansą na przetrwanie. Skwar. Upał. Duchota. Mam poczucie zupełnego odrealnienia i stąd chyba lektura Solaris Stanisława Lema. Równie dobrze mogłabym w tej chwili znajdować się gdzieś tam na innej planecie. A jednak ta perspektywa nie jest mi miłą. Lubię Ziemię z jej grawitacją i atmosferą, mimo tych narzekań, że czasem prawdziwa zima a to znowu lato...
Jest w książce Lema jakiś smutek i beznadziejność ludzkiej tęsknoty za odnalezieniem innego życia we wszechświecie, za tzw. kontaktem z obcą inteligencją, której Lem nadał w powieści Solaris postać oceanu, tak naprawdę nawet nie złowrogiego ludziom, ale na zawsze obcego i nie dążącego do żadnego porozumienia.
Ta nasza wieczna samotność w kosmicznej przestrzeni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz