Hans Fallada reklamowany jest jako literackie odkrycie roku (ubiegłego, ściśle rzecz ujmując). Jeder stirbt für sich allein to ostatnia powieść tego niespokojnego ducha, żyjącego w niespokojnych czasach. Kulisy akcji książki - Berlin lat 40-tych, metropolia, która z centrum moderny, bohemy, seksulnej i kulturowej wolności, bogatej sceny teatralnej i kabaretowej zmieniła się w stolicę hitlerowskiego reżymu, w zalążek wymarzonej przez Hitlera Germanii Magny, na którą ze strachem, a co gorsze, jeszcze wręcz z niedowierzaniem patrzył cały świat. O codziennym życiu małych, zwykłych ludzi w takim Berlinie traktuje powieść Fallady i już przez sam fakt, że napisana nie z perspektywy okupacji, obozu KZ czy doświadczeń wrogiej nazistowskiej propagandzie rasy, lecz z samego źródła brązowej zupy, z perspektywy berlińczyka, który w 1933 uwierzył w szansę na lepszą przyszłość głosując na NSDAP, zawierzył swój maluczki los Führerowi, predystynuje książkę do bycia ciekawą. Mimo to jej autor nie był wcale pewny swego, powieść została mniej lub bardziej zlecona do napisania przez wydawcę już po wojnie, jej materiał źródłowy, bo Jeder stirbt... oparte jest na rzeczywistej historii - podany na tacy. Falladzie pozostała sama rzemieślnicza obróbka, z którą uporał się zresztą w ciągu zaledwie miesiąca. W założeniu miało powstać dzieło literackie, traktujące o heroiźmie jednostki, bohaterstwie przeciętności ku pokrzepieniu niemieckich powojennych serc, dla podpory moralnej narodu tak masowo uwikłanego w zbrodniczą machinę hitleryzmu. Krótko mówiąc, chodziło o napisanie programowej książki na potrzeby powojennej literatury niemieckiej, która w obliczu najnowszej historii nie mogła dojść do siebie. Hans Fallada vel Rudolf Ditzen ze swoim życiorysem morfinisty, drobnego defraudatora, człowieka zniewolonego używkami, więc i potrzebą ich finansowania, niechętnie godził się na rolę pisarza dokumentującego bohaterstwo nielicznych w ostatecznym rozrachunku rodaków, ponieważ sam nigdy nie miał ambicji do udawania sumienia narodu. Następnie zaś nie był do końca przekonany, że bohaterstwem należy okrzyknąć opisane przez siebie losy robotniczego małżeństwa, które w latach 40-tych na własną rękę i na swój sposób stawia opór politycznemu systemowi III Rzeszy. Fallada miał świadomość, że takie przypadki były jednostkowe i tym bardziej nie powinny wzbudzać w opinii czy to niemieckiej, czy tym bardziej międzynarodowej mylnego wrażenia, że istniał powszechny choć cichy i niezbyt skuteczny opór społeczny względem reżymu hitlerowskiego. Fallada pozostał wierny swojemu zdaniu i w Jeder stirbt für sich allein pokazał całą społeczną panoramę ludzi biernych, zastraszonych, zrezygnowanych, denuncjatorów, oportunistów i wreszcie zadeklarowanych nazistów, pomiędzy nich wklejając losy jednostek Anny i Otta Quangel, którzy za cel i program swojego życia po śmierci syna powzięi sobie między kolejnymi weekendami roznoszenie po berlińskich kamienicach kart pocztowych z antyreżymowymi treściami. To może i nieudolne, bardzo zwyczajne bohaterstwo małego człowieka Fallada przeciwstawia konformizmowi ogółu, masowemu odbiorcy poczty Quangla, który reaguje strachem, wyparciem zamiast upragnioną refleksją. Fallada w gruncie rzeczy sam próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, czy takie ryzykowanie życia miało jakikolwiek wymierny sens, każe zastanowić się nad tym własnym bohaterom, którzy zostali unieszkodliwieni przez totalitarny aparat, a więc przez współobywateli, których chcieli nawrócić na słuszną drogę.
Hans Fallada napisał swoją nomen omen ostatnią książkę w przekonaniu, że w ostatecznym rozrachunku każdy z nas umiera dla siebie i to śmierć jest podsumowaniem indywidualnego życia, więc ważne jest "jak", nie "czy".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz